Miłość mojego życia - Pole Dance (wprowadzenie)



Pole Dance - czyli coraz bardziej popularna ostatnio forma fitnessu, tańca, aktywności fizycznej. Praktycznie w każdej edycji Mam Talent można było zobaczyć uczestnika prezentującego tę formę tańca. Ba w tej edycji, było ich aż 3! 


Czym jest Pole Dance?


Tak, taniec na rurze. Większości kojarzy się tylko z jednym obrazkiem - skąpo ubrana Pani wywijająca swymi atutami przy rurce ku uciesze męskiej publiki. Że tak ujmę starszej części osób którym mówię czym się zajmuję właśnie taki obrazek nasuwa się na myśl. Gdzieś kiedyś natrafiłam na komentarz dziewczyny: taniec na rurze a taniec przy rurze to dwie zupełnie inne rzeczy. Owszem. Podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami!.
Nie sztuką jest stanąć przy rurce, owinąć się seksownie wokół parę razy, trzepnąć włosami, wywinąć nóżką i zrobić ponętną minę. Szczerze mówiąc nawet zrobienie takich czynności wymaga nieco gracji i wprawy. Ja sama trenuję wystarczająco długo by widzieć, że nawet tak trywialne rzeczy mogą być ciężkie do zrobienia w sposób wyglądający po prostu estetycznie.
Prawdziwą sztuką jest ciężka praca, pot, łzy, siniaki, otarcia, odciski, poświęcony czas, godziny morderczych treningów, opadające (dosłownie) ręce, bolący (jak fiks...) rozciągający się kręgosłup, nogi i brzuch.



Historia w kilku zdaniach


Taniec na rurze znany jest już od czasów starożytnych. Wówczas nie używano tytanowych/niklowanych metali, a zwykły drewniany pal. Z języka angielskiego -  pole oznacza pal, słup - możemy więc tutaj dopatrywać się etymologii nazwy. W Indiach do dzisiaj uprawia się inną formę tańca na rurze: Mallkhamb, czyli tradycyjny indyjski sport przeznaczony dla mężczyzn.



Ok. Więc na czym to polega?


Generalnie trening składa się z trzech części. Część pierwsza - rozgrzewka. Element niezbędny każdego możliwego treningu. Rozgrzanie mięśni jest bardzo ważne, ponieważ raz - zapobiega niepożądanym kontuzjom, a dwa - kiedy jesteśmy rozgrzane mamy lepszą przyczepność. Kiepska rozgrzewka, bądź też nie daj boże jej brak sprawi, że po prostu będziemy gorzej trzymać się rury i zjeżdżać.
Część druga - trening właściwy. Wykonujemy poszczególne figury z uwzględnieniem obu stron ciała, czyli 'na lewą' i 'na prawą' stronę. Oczywiście wiadomo, zawsze jedna ze stron będzie wychodzić lepiej, ładniej, będzie silniejsza. Ale nie możemy 'koksić' tylko na jedną stronę zaniedbując jednocześnie drugą, bo po prostu będziemy po pewnym czasie asymetryczne. Po prawej stronie ładnie zarysowane mięśnie, a po lewej co? Brak. Trzeba po równo tak i na jedną jak i na drugą stronę dopracowywać figury. Poza tym, w późniejszych choreografiach nie będzie wyboru - tylko prawa strona. Raz tak, raz tak a i na obie trzeba ładnie się prezentować.
Nauka oczywiście zaczyna się od podstawowych figur, podstawowych obrotów, trzymania, siedzenia. Wszystko stopniowo. W miarę wzrostu siły uczymy się coraz bardziej skomplikowanych figur. Później przechodzimy do ich łączenia - przechodzenia z jednej w drugą. Coraz bardziej skomplikowane układy, akrobacje. To wszystko wymaga czasu i systematycznej pracy.
Część trzecia - rozciąganie. Każdy trening kończymy krótkimi ćwiczeniami rozciągającymi każdą partię ciała. Ten element także pomaga nam niwelować możliwości wystąpienia kontuzji, ale także poprawia elastyczność ciała celem najzwyczajniej ładniejszej techniki tańca. Niestety jeśli ktoś jest kompletnie nie rozciągnięty, tego typu krótkie rozciąganie pomoże mu bardzo niewiele. Dlatego też często wraz z zajęciami tanecznymi uczęszcza się na dodatkowe zajęcia rozciągające (jak na przykład skromna ja).


Siła i rozciągnięcie


Nie czarujmy się. Pole dance nie jest prawdziwie pięknym tańcem bez tych dwóch rzeczy. Bo przecież przyjemniej się patrzy, gdy tancerka z gracją przechodzi z figury na figurę niżeli z iście gorylim stęknięciem wywraca tyłek ponad ziemię. O wiele piękniej wygląda z obciągniętymi (hu hu) stopami, nogami w równiutkim kącie 90 czy 180 stopni. Ale to już niuanse, technika, lata praktyki i pracy. Przecież ktoś tańcząc dla czystej przyjemności, hobby, treningu fizycznego wcale nie musi od razu wykonywać szpagatu na wszystkie możliwe strony z rurką między nogami. Sami musimy ustalić sobie priorytety, czy idziemy na zajęcia po prostu dla dobrej zabawy, czy oczekujemy czegoś więcej - ale tu, więcej też musimy dać.



Czy to jest w ogóle dla mnie?


Dobre pytanie. Na nie niestety nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi. Na to pytanie musisz sobie sama odpowiedzieć. A najlepiej po prostu spróbować :) Jednorazowe zajęcia to koszt około 30-40 złotych w zależności od szkoły. Oczywiście wiadomo, po pierwszych zajęciach ciało jeszcze przez tydzień bity będzie przypominało o dokonaniach, ale to wtedy się zweryfikuje czy jest to coś dla Ciebie czy też może jednak lepiej odpuścić.
Ja osobiście spróbowałam. Jako osoba uciekająca z w-fu w szkole wszelkimi możliwymi sposobami zdecydowałam się na ten taniec. I wiecie co? Pokochałam go całym sercem i wiem, że jest to coś z czego nie byłabym już w stanie zrezygnować.

Podziel się:

7 komentarze

  1. ciekawa notka

    http://iamemilia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja odkąd dowiedziałam się że taniec na rurze zaczyna być ,,normalnie" traktowany zawsze chciałam spróbować. W sumie to zawsze mi się to podobało, jest w tym tyle gracji i kobiecości ! Widać jak całe ciało pracuje i że nie jest to takie łatwe jak się wydaje, to taki wyższy poziom zwykłego tańca. Gdybym mogła uczestniczyć w takich zajęciach to na pewno bym się nie wahała ! Coś super !

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze chciałam tego spróbować :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze chciałam się zapisać, ale jak już zaczęłam dobrze zarabiać to wyprowadziłam się do małego miasta i tutaj nie ma możliwości zapisania się na taki taniec :(

    OdpowiedzUsuń